Oj, niedobrze było ostatnio. Spadek nastroju zaatakował nagle i nie chciał puścić długo, bardzo długo... To poczucie niechęci do wszystkiego, brak ochoty na wstanie z łóżka i zrobienie czegoś konkretnego, a z drugiej strony - złość na samą siebie, że się tej ochoty nie ma... Kto miewa takie stany, ten wie że to nie "byle humory", bo to nie jest intencjonalne i naprawdę bardzo by się chciało z tego wyjść, ale jakoś tak... trudno.
Czemu mnie zaatakowało? Podejrzewam kilka powodów - przedwiośnie, które zawsze wpływa na mnie depresyjnie; hormony, które jeszcze szaleją bom matka karmiąca i pewnie mój dość rutynowy tryb życia polegający na opiece nad dziećmi i zajmowaniu się domem (jest to oczywiście niezmierna przyjemność i jestem wdzięczna, że mam tę możliwość, aby zajmować się typowo kobiecymi obowiązkami, ale wiadomo - efekty tej pracy widać dopiero w dłuższym okresie a i o docenienie czasem ciężko).
Ale jest na to sposób. Jak zwykle w takich momentach to, co mi pomogło to oderwanie się od własnych problemów. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie koleżanka - nie odebrałam i nie oddzwoniłam, no bo... No właśnie nie miałam motywacji do życia, do rozmów, do ludzi. Ale ona dzwoniła i słała smsy więc w końcu zebrałam się w sobie i się do niej odezwałam. A u niej - burza! Bardzo słabo w pracy, z mężem jeszcze gorzej i ogólnie masakra. No więc się wzięłam i zaczęłam pomagać. Pomagałam, wspierałam, pocieszałam - aż w końcu spostrzegłam, że wylazłam ze swojej skorupy i w rezultacie pomogłam samej sobie.
Tak sobie myślę, że pójdę do biblioteki i wypożyczę Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz - w ramach minimalizowania życia pozbyłam się moich ukochanych, sczytanych, poplamionych herbatą egzemplarzy, a przydałaby mi się życiowa mądrość Mamy Borejko. I pokrzepiający uśmiech Ignacego Seniora. Siła wewnętrzna Gabrysi. Kokieteria Idy. Kobiecość Pulpecji. Ach, idę do tej biblioteki, bo coraz większa tęsknota mnie ogarnia!
Po pierwsze, ja Ci dam "typowo kobiece obowiązki" - żartujesz sobie, prawda?
OdpowiedzUsuńPo drugie, cieszę się, że i sobie, i komuś pomogłaś.
Po trzecie, jak Ty czytujesz "Jeżycjadę", to jesteśmy koleżanki:)
Ściskam!
Po pierwsze, chyba zbyt skrótowo napisałam, ale właściwie - tak! uważam, że w zdecydowanej większości gospodarstw kobieta lepiej zarządza sprawami domowymi :) i się tej mojej opinii wcale nie wstydzę ;) jestem wdzięczna losowi, że mogę zajmować się domem, ale za tym w naszej sytuacji idzie niestety wytężona, bardzo czasochłonna praca męża. Więc większość obowiązków spłynęła na mnie, niepracującej i zajmującej się dziećmi. Nasze małżeństwo przeżywało różne konfiguracje i dla nas najlepiej jest właśnie teraz. Choć nie wykluczam, że za jakiś czas to się może zmienić :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się co do punktu 3 - KAŻDY kto lubi Jeżycjadę zasługuje na moją sympatię :)
Zgadzam się, że w większości gospodarstw kobieta lepiej zarządza domem - bo po prostu nabrała wprawy:) Myśmy też mieli różne konfiguracje, też wolę prowadzić dom, niż chodzić do pracy. Nawet kiedyś o tym u siebie pisałam. Chciałabym mieć taką możliwość, bo to jest pozbawione stresu - choć nie zmęczenia, ale przecież chodząc do pracy, nie zlecamy domu krasnoludkom:), tylko sami musimy wszystko ogarnąć po powrocie w nerwach i ciągłym niedoczasie. Znam różnice między najróżniejszymi układami i w pełni się z Tobą zgadzam, że najspokojniejszy jest taki podział.
UsuńWielu książek się pozbyłam, ale tych nie :-) W każdej ciąży odnawiałam sobie Jeżycjadę, musiałam się zapisać do działu dziecięcego w bibliotece ;-) teraz nie bardzo mam czas, ale czekam z tęsknotą na Wnuczkę do orzechów...
OdpowiedzUsuń