I dlatego:
1) robię sobie listy zadań - aby o niczym nie zapomnieć, aby właściwie rozplanować dzień, aby się zmobilizować do działania. Lista zadań, plan umożliwia mojej głowie uwolnienie od ciągłego myślenia o obowiązkach, pozwala mi na życie z czystym sumieniem dotyczącym powinności - jeśli wiem, co mam zrobić każdego dnia, tygodnia czy miesiąca, to skupiam się na tym dzięki czemu unikam chaosu.
Wystarczy chwila spokoju, czysta kartka, ołówek aby spisać to, z czym musimy się uporać i plan robi się sam :)
Teraz, odkąd jestem na urlopie macierzyńskim moje listy dotyczą planu obiadów na tydzień, zakupów spożywczych, sprzątania i innych obowiązków domowych. Staram się też planować większe wydatki - czyli spisywać nasze potrzeby (np. odzieżowe) i decydować, kiedy kupię poszczególne rzeczy. Pozwala to racjonalizować wydatki, nie ulegać chwilowym pokusom, czy pseudookazjom.
2) staram się ogarniać obowiązki na bieżąco - np. wstawiam naczynia do zmywarki od razu po użyciu, odkładam rzeczy na miejsce, jeśli zauważam, że coś należy zrobić to szybko oceniam ile potrzebuję na to czasu i jeśli okoliczności na to pozwalają biorę się za to od razu.
Odwlekanie to najgorszy wróg efektywności. Ile czasu marnujemy, gdy myślimy o czekających nas obowiązkach - zazwyczaj z niechęcią, obawą. A przecież często są to czynności, które nie zajmują więcej niż 5 minut - wykonanie telefonu, odpowiedź na maila, uprzątnięcie małej przestrzeni. Ja np. nie znoszę prasować - to wyciąganie deski, żelazka a potem sama czynność prasowania - nuda! Dziś gdy moja córeczka zasnęła a chłopcy (mąż i syn) wyszli z domu nastawiłam stoper i zaplanowałam, że przez najbliższe 30 min prasuję. Przez ten czas wyprasowałam 5 koszul a na jednej zauważyłam plamę, więc szybko zaprałam ją odplamiaczem. 30 min wystarczyło jeszcze na powieszenie koszul i uprzątnięcie deski i żelazka. Gdybym nie podjęła tego działania, to pewnie te pół godziny zleciałoby na niczym a ja któregoś dnia stanęłabym przed szafą i pomyślałabym: założyłabym koszulę, ale nie chce mi się prasować jednej sztuki, więc wciągnę na siebie sweter. ;)
3) zamieniam obowiązki w pasje - to mój sposób na dobre życie. Stosuję tę zasadę od czasów szkoły podstawowej, gdy nie zawsze miałam ochotę na odrabianie lekcji czy naukę. Zawsze wtedy starałam się zainteresować tym, z czym musiałam się uporać. Zazwyczaj okazywało się, że jeśli nie potraktuje się danego zagadnienia pobieżnie, tylko zgłębi się temat - to studiowanie go okazuje się być niezłą przygodą. Jako przykład można podać naukę tabliczki mnożenia - wkuwanie samych liczb jest średnio pasjonujące... Nie dziwię się dzieciom, które myślą o tym z dużą niechęcią. Ale można im pomóc przygotowując choćby grę typu Memory. Na małych kartonikach piszemy działania - 2*2, 3*4, 6*7 itp. i wyniki - 9, 14, 56... Bawimy się w memory a tabliczka mnożenia sama wchodzi do głowy. Inny przykład, to choćby podejście do sprzątania. Można to traktować jak syzyfową pracę - po co sprzątać skoro zaraz i tak się pobrudzi. A można podejść do codziennych porządków jak do większego projektu dbania o swoją rodzinę. Nie sprzątam dlatego, że to lubię. Sprzątam, bo chcę aby moi bliscy przychodzili do przytulnego, czystego domu. Bo zależy mi na ich dobrym nastroju. Bo ich kocham i chcę im dać to, co najlepsze.
Oto moje sposoby na poskromienie leniwca i przeobrażenie go w zorganizowanego pasjonata. :) Pamiętam jednak, że leniwiec to moja natura, więc mam się na baczności i nie odpuszczam sobie :)
Perfekcyjna Pani Domu może Ci buty czyścić:) - jednym słowem:) Wiesz co, będę tu często zaglądać, bo lubię sobie tak popatrzeć, pozazdrościć i trochę pomarzyć... Że może ja też kiedyś...
OdpowiedzUsuńEeeee. Widziałam Twój porządek w kuchni, i to podczas gotowania! ;)
OdpowiedzUsuńJa naprawdę jestem leniwa i bałaganiara - ale ponieważ przeszkadza mi to w życiu i często też psuje humor (bo mimo tych przywar to jednak uwielbiam ład i mam zły humor gdy np. rano muszę zrobić sobie kawę w zabałaganionej kuchni) więc staram się panować nad chaosem, który sama tworzę. No, może nie sama - z dziećmi ;)